Ceremoniał wodniacki turystów kajakowychKajakarstwo turystyczne deblin@onet.pl
Ceremoniał wodniacki turysty kajakowego.
Proponujemy dla wszystkich turystów kajakowych kilka form ceremoniału wodniackiego, które można przyjąć w klubach i sekcjach kajakowych. Te propozycje przedstawiamy na podstawie nowych ustaleń obowiązujących w Klubie Kajakowym PTTK „ Neptun” WOSL.
Nazwa klubu, koła, sekcji.
Nazwa powinna być wiecznie żywym symbolem zespolonej grupy kajakarzy. Winna wynikać z tradycji wodniackich, środowiska czy PTTK. Nazwa powinna być wybrana przez całą grupę po wielu przemyśleniach.
„ Powitanie kajakarzy” zawołaniem kajakowym „ ahoj” wymawiane przy powitaniach na wodzie, na biwakach. Na wodzie podnosi się również wiosło oburącz trzymane nad głową.
Ubiór i odznaki kajakowe Poczuć się można na dobre członkiem swojego klubu czy sekcji kajakowej jeśli każdy członek grupy posiada jakiś wspólny jeden czy też kilka elementów ubioru. Może to być np. czapeczka, koszulka / dobrze jeśli z emblematami swojego klubu / używana na okres spływów czy spotkań kajakowych. Turystyczne odznaki kajakowe mogą być noszone na ubiorze lub na specjalnie przygotowanej krajce. Nie powinno się jednak nosić więcej niż 3-4 odznaki / walor estetyczny / będących najważniejszymi osiągnięciami turysty wodniaka. Np. srebrna Honorowa Odznaka PTTK Przewodnik Turystyki Kajakowej PTTK Duża Złota TOK PTTK
„ Rozpoczęcie spływu”
każdy kajakarz trzyma wiosło skierowane piórem do środka komandora spływu. Komandor podaje – jaki spływ, jaka trasa, a następnie wykrzykuje ahoj trzykrotnie, po każdym zawołaniu komandora wszyscy uczestnicy odpowiadają jednocześnie głośno ahoj również trzykrotnie.
„ Mianowanie nowicjuszy kajakowych”
Po zakończeniu pierwszego dnia spływu komandor ogłasza zbiórkę uczestników z wiosłami. Wcześnie bosman lub ratownik spływu spisuje dokładnie daty urodzenia tych , którzy biorą udział w spływie po raz pierwszy. Na zbiórce ustawieni są od najstarszego do najmłodszego uczestnika. Komandor mówi „ Dzisiaj przypłynęliśmy etap spływu kajakiem zdaliście egzamin na kajakarza turystycznego. Po zakończeniu pierwszego dnia spływu komandor ogłasza zbiórkę uczestników z wiosłami. Wcześniej bosman lub ratownik spływu spisuje dokładnie daty urodzenia tych, którzy biorą udział w spływie po raz pierwszy. Na zbiórce ustawieni są od najstarszego do najmłodszego uczestnika. Komandor mówi „ Dzisiaj przepłynęliście etap spływu kajakiem zdaliście egzamin na kajakarza turystycznego. Mianuje was kajakarzami turystycznymi. Podaje komendę „ za kostki chwyć „ i jako pierwszy uderza piórem wiosła w wypięte pośladki nowomianowanych. Po komandorze, biją ci, którzy już podlegali chrztowi. Tylko najmłodszy nie może powetować sobie strat i razów otrzymywanych bo jest na końcu kolejki.
GRZANIEC TURYSTYCZNY Przyrządzony może być przy ognisku / szczególnie podczas wieczoru komandorskiego /.
Receptura : - wino tylko czar PGR – u - cukier - miód - goździki - cynamon - cukier waniliowy
Przygotowanie grzańca : 1 / 5 litra wina wymieszać z dodatkami i lekko podgrzać, następnie wlać zaprawę do reszty wina i podgrzewać do wrzątku / nie wolno gotować /. Rozlewać chochlą do jednego kubka. Kubek krąży od do ust.
WIECZÓR KOMANDORSKI Wieczorem w przedostatni dzień spływu przy ognisku odbywa się wieczór komandorski. Podczas, którego komandor podsumowuje przeprowadzony spływ, wręcza odznaki kajakowe tym którzy je uzyskali. Ten wieczór to czas wspomnień z odbytego i odbytych spływów. Może być urządzony z grzańcem tylko przydzielonym bez nadmiaru.
SCENARIUSZ OGNISKA TURYSTYCZNEGO
Założenie : Ognisko organizowane jest na trasie spływu z okazji spotkania się z inną grupą turystyczną. Uczestnicy – młodzież studencka i pracująca. Miejsce spotkania – baza namiotowa w Piwnicznej / 20 – 30 osób /
Czas od rozpalenia ogniska Treść zajęć Kto wykonuje Rekwizyty, sprzęty Przed zmrokiem Wysłanie grupy ludzi po drzewo, chrust, ułożenie ogniska. Przygotowanie belek czy desek do siedzenia. Wielkość kręgu dostosowana do przewidywanej liczby osób. Wyznaczone osoby zmrok Rozpalenie ogniska. Śpiewanie piosenek o ognisku / Płonie ognisko płomienia, Ognisko z dala, Jasno płonie watra / Gitara lub inny instrument akompaniujący Około 15 minut przed rozpaleniem ogniska Powitanie przybyłych gości, usadowienie ich w centralnym miejscu. Organizator Zainicjowanie śpiewanych popularnych piosenek żołnierskich i partyzanckich : różne piosenki turystyczne znane uczestnikom ogniska Dobrana osoba inicjująca śpiew w gwarze turystycznej, tzw. zaśpiewajło Około 40` Pogadanka na temat ruchu oporu, walk partyzanckich w okolicach Piwnicznej Przygotowana osoba przed spływem Około 1 h Piosenki Bułata Okudżawy Osoby wcześniej przygotowane Około 1 h i 15` Zestaw kilku piosenek ludowych nawiązujących do folkloru góralskiego Osoby wcześniej przygotowane Około 1, 5 h Poczęstowanie uczestników grzańcem Organizator Około 2 h Piosenki turystyczne tworzące nastrój pożegnania Wszyscy uczestnicy Około 2, 5 h Wygaszanie ogniska i zabezpieczenie paleniska Organizator
Kilka relacji z kajakowych imprez z lat 70 – tych
WISŁĄ Z ANTONIÓWKI DO WARSZAWY Wiecie do tej pory pluje sobie w twarz, że nie zapisałem się do „ Neptuna ”. Przecież nie ma nic piękniejszego jak bezpośredni kontakt z „ łonem ” / natury rzecz jasna /. Wszystko to wina „ goździka ”. To ten facet namówił mnie na ten spływ Wisłą od Antoniówki do Warszawy. Początkowo miałem opory. Czy ja, tak mikry i wątły facet podołam próbie sił na wodzie ? Jednak powziąłem mądrą decyzję i ruszyłem z tym starym towarzyszem kajakarzy na wodę. Od początku trapiły nas problemy. Od Maciejowic do których przyjechaliśmy z Dęblina 1 maja prześladował nas pech. Do nadwiślańskiej Antoniówki przyszło nam „ drałować na piechotę ” Odetchnęliśmy z ulgą, gdy ujrzeliśmy toń rzeki. Owiał nas ciepły wiatr wiślany. Słońce wdrapywało się na niebo zapowiadając cudowny dzień. Jeszcze pamiątkowa fotka i ruszamy. Wiosła uderzyły o toń wody nadając pęd kajakom. Wiatr uderzył w twarz, słońce, nabrzeżna zieleń i oleisto – brudna Wisła. Cóż więcej potrzeba by oderwać się od prozy codziennego życia. Wędkarze gromadnie okupują wiślane nabrzeża i wydzierają matce polskich rzek na wpół śnięte ryby. Około południa dobijamy do Tarnowa. Nasza obecność na tym skrawku wybrzeża nie jest jednak w smak tutejszym posiadaczom ziemskim, którzy wypędzają nas z pięknej łąki i spychają wprost do naszych pływających okręcików. Znowu na wodzie. Znowu słońce palące nasze twarze i bezkresną dal podniecającą niepewnością. Wszyscy jak jeden mąż jesteśmy zgodni przygód i jakiegoś wygodnego noclegu. Około 16.00 „ Goździk „ tj. nasz komandor dostrzega zabudowania. Przybiliśmy do brzegu. Kajaki wciągnęliśmy na wał przeciwpowodziowy i rozglądamy się za następnymi przygodami. Na nasze powitanie wyszło piękne dziewczę / lat. Około 5 / i zauroczyło naszego komandora. Zdjął okulary, przetarł je i od razu opętany wielkim uczuciem zaczął tę nimfę częstować cukierkami. Lecz w pewnym momencie opanował się, wydał odpowiednie komendy i cała załoga zwijając się jak w ukropie zaczęła składać kajaki na pobliskim podwórzu. Potem przebrał się elegancko i rządem ruszyliśmy w ślad za nim do miasta zwanego Wilga. W tamtejszym hotelu wynajęliśmy dwuosobowe pokój, w którym nasza ośmioosobowa ekipa miała zanocować. Po obiedzie i bogatej w wyroby piwowarskie kolacji wyruszyliśmy do krainy snów aby rano rześcy i świeży wrócić na wodny szlak. Wczesnym rankiem wyszliśmy z hotelu / jedni drzwiami, drudzy piorunochronem / i udaliśmy się nad Wisłę. Dzień zapowiadał się wspaniale. W planach mieliśmy doprowadzenie do końca naszej wyprawy, a czekało nas jeszcze wiele kilometrów wiślanym szlakiem. Mój „ Wisłok ” trochę przeciekał i czułem jak siedzenie tapia się w kałuży. Lecz było to niczym w porównaniu z urodą polskiego Mazowsza i pięknymi rozlewiskami Wisły. Etapem pośrednim była Góra Kalwaria. Most, który łączył w tym mieście dwa brzegi rzeki zauważyliśmy już z odległości 5 km. Był to pierwszy most na naszej trasie. Dziwne to uczucie płynąć pod potężną stalową konstrukcją. Człowiek doznaje takich uczuć jak mrówka spotkawszy mrówkojada. Nieopodal mostu zrobiliśmy postój. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się do miasta. Obejrzeliśmy szereg pięknych zabytków, a wśród nich najbardziej podobał nam się piękny ratusz. Znowu woda może już bardziej spokojna. Przepływamy obok plaży nudystów, którzy nie krępują nas się w ogóle. Nagie panie paradują z obnażonymi zadkami / i nie tylko / opalając się w promieniach popołudniowego słońca. Zbliżamy się do stolicy. Ukazuje nam się sylwetka Pałacu Kultury głównego symbolu Warszawy.
W GÓRNYM BIEGU WIEPRZA Od stacji kolejowej Szczebrzeszyn nad rzekę jest około 2 km. Rzeka, a właściwie rzeczka płynie sobie szybko i bardzo mocno się kręci. Przeszkód do Szczebrzeszyna nie ma. Trasy tej nie znaliśmy w ogóle. Ponieważ Klub Kajakowy organizował spływy z Krasnegostawu do Dęblina, chcieliśmy sprawdzić jak wygląda Wieprz w swoim górnym biegu. Widać było już zabudowania Szczebrzeszyna oraz mostek przez rzekę, za nim rzeka mocno przyśpieszyła swój bieg, bo na jej trasie przeszkoda przy młynie. Ledwo pierwsza osoba zatrzymała się przed jarem. Przenoska prawym brzegiem bardzo niewygodna jakieś 100 m. Woda jeszcze czysta ale już niedługo. Bo przecież w Bodaczewie i następnych miejscowościach duże zakłady. Dodatkowo jeszcze Wieprz zanieczyszcza jej prawy dopływ Łubieńka który ciągnie ścieki z Zamościa. Dwa i pół dnia zajęło nam pokonanie odcinka Wieprza od Szczebrzeszyna do Krasnegostawu. W Krasnymstawie skończyliśmy spływ przy nowo otwartym moście skąd bardzo blisko jest do stacji PKP.
MARATON POLSKI POŁUDNIOWEJ RZEKĄ WISŁĄ Przepustkę otrzymujemy na 40 minut przed odjazdem pociągu na który musimy zdążyć, jeżeli chcemy wziąć udział – maratonie. Autobus stoi na przejeździe równe 20 minut. Przyjeżdżamy na dworzec PKP. Mamy 10 minut na kupienie biletów i odebranie kajaków z komisariatu MO. Niestety dyżurny milicjant nie ma kluczy od pomieszczenia. Jedyna nadzieja, że sprzątaczka ma drugi komplet kluczy, biegniemy do niej, wyrywamy klucze i odbieramy kajak z depozytu. Według rozkładu pociąg nasz odjechał 3 minuty temu. Na szczęście PKP jak zwykle nie zawodzi – pociąg jest opóźniony o pół godziny. Po nużącej podróży docieramy o drugiej w nocy do Czernichowa, skąd zaczyna się spływ. Nocleg znajdujemy w bardzo gustownie urządzonym internacie Technikum Rolniczego. Rano rozkładamy naszego Neptuna – prawdziwego weterana, powłoka posiada więcej łat niż całego materiału, z zazdrością oglądamy wspaniały sprzęt naszych rywali. Niestety pech prześladuje nas dalej, okazuje się bowiem, że nie mamy śrub, nikt nie ma zapasowego kompletu. Ratuje nas Klub Krakowskiego MPK, który pożycza nam Sana ze sterem. Maraton rozpoczyna się od promu w Czernichowie. Bierze w nim około 100 osób w 4 klasach – przed nami 32 km. Woda przypomina nieokreśloną brunatną maź, ale to jeszcze nic do Tyńca czujemy, że nie płyniemy ale ślizgamy się po galarecie, a co piętnaście minut musimy przebijać do brzegu i zdejmować ze steru całe naręcze trawy, na wodzie musimy lawirować pomiędzy śmieciami. Wisła do Krakowa bardziej podobna jest do ścieku, żal na Królowej polskich rzek. Kłopoty finansowe rekompensuje nam fantastyczny wręcz widok miasta, a szczególnie wrażenia wywiera na nas Wawel. Mijamy metę okazuje się, że siedzieliśmy w kajaku 3 godziny i 42 minuty co daje nam 7 lokatę w naszej klasie, po śluzowaniu na Dąbiu i przepłynięciu 2 km docieramy do elektrociepłowni Łęg, gdzie odbywa się festyn z okazji Dnia Energetyka.
ZLOT KAJAKOWY W ŁĘCZNEJ Dżdżysty jesienny poranek. Sobota. Grupa zapaleńców z Klubu Kajakowego NEPTUN tym razem już bez kajaków wyrusza na kolejne eskapady. Celem naszej podróży jest Ośrodek Wypoczynkowy Zarządu Wojewódzkiego PTTK nad jeziorem Krasne. W zlocie udział brało około 35 osób, a wśród nich goście honorowi zlotu. Spotkanie rozpoczęliśmy od zwiedzania kopalni węgla kamiennego w Łęcznej. Poznaliśmy tam między historię budowy kopalni oraz wydobycia i próbki węgla. Po smacznym obiedzie w górniczej stołówce pojechaliśmy do ośrodka by rozpocząć obrady. W czasie obrad prezesi klubów, kół, sekcji kajakowych złożyli sprawozdanie z rocznej działalności. W tej konfrontacji wypadliśmy dobrze gdyż nie było klubu, który prowadziłby tyle imprez co my / 17 /. Następnie oglądaliśmy filmy szkoleniowe o tematyce szkoleniowej. Pierwszy dzień zlotu zakończyło ognisko z atrakcjami w postaci pieczonej kiełbaski. W niedzielę głównym tematem dyskusją były sprawy związane z weryfikacją książeczek kajakowych, organizacja spływów oraz na zakończenie dla okrasy niektórzy podzielili się swoimi wspomnieniami z turystycznych szlaków. Zakończono kurs przodowników turystyki kajakowej. Z Krasnego wyjechaliśmy więc zadowoleni z nowymi doświadczeniami i usatysfakcjonowani, że mówi się o nas dużo i dobrze. |