I. Turystyka wodniacka w Dęblinie w latach 1948 – 1982.
II. Klub Kajakowy PTTK " Neptun " WSOSP w Dęblinie w latach 1983 – 1996.
I. TURYSTKA WODNIACKA W DĘBLINIE W LATACH 1948 – 1982 ZE SZCZEGÓLNYM UWZGLĘDNIENIEM TURYSTYKI KAJAKOWEJ .
Rozwój turystyki wodnej w Dęblinie starałem się przedstawić w układzie chronologicznym. W tej części omówiłem rozwój turystyki kajakowej na tle turystyki wodniackiej w Dęblinie w latach od 1948 - 1982.
Turystyka wodniacka była jedną z najwcześniej organizowanych form rekreacji i turystyki w Dęblinie po II wojnie światowej.
Już w 1948 r. na prawym brzegu Wieprza w niewielkim baraku istniała wypożyczalnia kajaków. Latem w niedziele i dni wolne od pracy kadra i ich rodziny spływały Wieprzem, a co śmielsi kajakarze dopływali do Wisły, wiedząc, że czeka ich jeszcze mocne wiosłowanie pod prąd Wieprza do wypożyczalni.
Na początku lat 50 - tych Wojskowy Klub Sportowy „Orlęta” w Dęblinie zakupił ze swoich funduszy sprzęt wodniacki. Było to sześć łodzi typu FINN i BM. Sekcją kierował wykładowca wychowania fizycznego Adolf Antowski. Żeglarstwem zajmowali się głównie oficerowie - piloci. Sekcja żeglarska przyczyniła się do zainteresowania społeczności wojskowej budową przystani żeglarskiej nad Wieprzem. Rozpoczęto budowę budynku z hangarem na sprzęt żeglarski oraz amfiteatru i boiska do gier zespołowych. Później wybudowano studnie, ogrodzenie, 5 domków campingowych. Wojskowy ośrodek wypoczynku sobotnio - niedzielnego Szkoła Lotnicza przekazała w użytkowanie Zarządowi Głównemu PTTK w Warszawie w 1964 r.
1. Powołanie wodniackiego KLubu
Z inicjatywy kol. Stanisława Kroka powołano w dniu 15.07.1965 r. Klub Wodniacki PTTK „Rybitwy”. Prezesem wybrano kol. dr Andrzeja Hasse. W 1966 r. po zakupieniu Omegi VL - 7 zorganizowano szkolenie na stopień „sternika motorowodnego” i „żeglarza”. W kursie wzięło udział 55 osób. Poszły łodzie na Mazury , z Dęblina do Płocka, żeglowano również pod prąd Wisły z Dęblina do Kazimierza Dolnego.
W 1967 roku Klub otrzymał 8 kajaków drewnianych z Powiatowego UKFiT z Ryk. Kajakarze po raz pierwszy popłynęli Pilicą, żeglarze znowu penetrowali Mazury. Pod koniec 1967 r. w sekcji żeglarskiej było 28 członków, w kajakowej 22, motorowodnej 20 osób. Kol. Roman Karpiński zarejestrował drużynę Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W 1968 r. KW PTTK „Rybitwy” wzbogacił się o łódź żaglową „Omega” oraz łódź motorową z silnikiem Gad - 500.
Dużym zaufaniem obdarzyła dęblińskich wodniaków Żeglarska Komisja ZG PTTK, gdyż w 1969 r. w Dęblinie przeprowadzono Zlot Przodowników Turystyki Żeglarskiej PTTK. W latach 1970 - 1971 kol. Tomczyk i Kaczorowski brali udział w rejsach po Bałtyku. Od 1971 r. Klub Wodniacki działał w nowym składzie zarządu: Prezes: Tomczyk oraz Głowacki, Karpiński, Kaczorowski, Dudek, Zieliński.
Największym przedsięwzięciem organizacyjnym w 1971 r. był IV Ogólnopolski Spływ Kajakowy „Wodami Mazowsza - Wieprz - 1971”. Komandorem spływu był Marek Głowacki, a zawody kajakowe i Puchar Trybuny Mazowieckiej wygrała drużyna z Dęblina.
Kurs sterników jachtowych ukończyło 16 osób. Andrzej Hasse, który po odejściu z zarządu klubu zajął się harcerską drużyną wodniacką, świetnie dawał sobie radę z młodzieżą . W zawodach żeglarskich na Zalewie Włocławskim zdobyli wysokie 4 miejsce.
Po roku 1971 zarząd klubu Wodniackiego PTTK skupił się na szkoleniu żeglarskim. Szkolenie na stopień podstawowy żeglarza kończyło każdego roku kilkanaście osób. W roku 1975 zakupiono nowy sprzęt żeglarski, plastykowe „Omegi” ( 7 sztuk ) , a 1976 r. z Krosna Andrzej Łuczyński przywiózł 10 kajaków plastykowych „San - 2”. Kajaki zakupiono z funduszów związkowych .
2. Przystań PTTK n/ Wieprzem.
Ponieważ nastąpiły zmiany w strukturach PTTK - powołano Oddział Wojskowy PTTK WOSL - zmieniona została nazwa Klubu na Wojskowy Klub Wodniacki PTTK „Ikar”. Prezesami klubu byli kolejno Roman Karpiński, Zdzisław Czeczel, Andrzej Łuczyński. W sekcji żeglarskiej pływali i organizowali kursy na stopień żeglarza: Tadeusz Kuśnierczyk, Jan Ossowski, Jerzy Wilk, Andrzej Laudowicz, Janusz Kalbarczyk, Ryszard Tertil. Żeglarze uciekali z Wisły na Mazury i inne wodne akweny np. Zalew Zegrzyński. Przystań wodniacka PTTK nad Wieprzem kiedyś tętniąca życiem - pustoszała. Kajakarze również rzadko wybierali się na szlaki wodne Wieprza i Wisły, ciągnęło ich na górskie rzeki lub mazurskie szlaki. Faktycznie przystań stała się przechowalnią sprzętu wodniackiego. Jedynie z przystanią związani byli na stałe WOPR - owcy i motorowodniacy.
Próby reaktywowania przystani dla potrzeb środowiska dęblińskiego nie powiodły się. W końcu lat 70 - tych na prośbę OW PTTK WOSL w Dęblinie przystań została przekazana w użytkowanie dla wojskowego oddziału. Jednak kłopoty z wodą i brak finansów, stanowiły zaporę nie do przebycia dla pozbawionego tych środków społecznego Wojskowego Oddziału PTTK.
Jeszcze trzeba wymienić jeden powód jeśli chodzi o zagospodarowanie przystani. Ze względu na coraz silniejsze zanieczyszczenie Wisły i Wieprza, społeczeństwo dęblińskie rzadziej spędzało wolny czas nad tymi rzekami.
I tak z upływem lat ludzie odsuwali się od rzek nad którymi kiedyś wychowywali się, uczyli się pływać, spędzali wolny czas w letnie dni. Na pewien okres Jednostka Wojskowa z twierdzy wzięła w użytkowanie przystań nad Wieprzem. Byli dobrymi gospodarzami. Przystań częściowo została wyremontowana, a co ważniejsze, miała odpowiednią ochronę. Kiedy przystań „ wróciła” w użytkowanie do Oddziału Wojskowego PTTK, marzeniem zarządu było, aby jak najszybciej ją komuś przekazać. Zarząd Główny PTTK w Warszawie również nie widząc możliwości zagospodarowania przystani, przekazał budynki i teren do skarbu państwa. Urząd Miejski w Dęblinie ogłaszał kilkakrotnie przetargi w prasie na sprzedaż przystani z gruntami. Wreszcie chętni się znaleźli i obecnie przystań nad Wieprzem jest remontowana i rozbudowywana.
3. Kajakowa brać.
Problemy z przystanią jednak nie miały wpływu na działalność programową kajakarzy. Po zakupie 10 kajaków plastykowych w Krośnie zaraz po ich przywiezieniu grupa wojskowych turystów wybrała się na spływ Wisłą z Dęblina do Warszawy w sierpniu 1976 r. W Górze Kalwarii 8 - osobowy spływ z Dęblina dołączył do IV Ogólnopolskiego Spływu Kajakowego rzeką Pilicą i Wisłą. We wrześniu 1976 jak i w 1975 i 1976 r podchorążowie popłynęli na VIII I IX Międzynarodowy Spływ Kajakowy na jednej z najpiękniejszych tras kajakowych na Mazurach . Przez tydzień pokonali Szlak Wielkich jezior Mazurskich ze Spychowa do Giżycka. Również w 1977 roku dębliniacy wzięli udział w MSK na Mazurach i spływie Wisłą na trasie Kraków - Dęblin. Oprócz działalności sekcji kajakowej „ Neptun” kajakowe imprezy organizowali na Wiśle i Wieprzu min. kol. Chojnacki, Duraj, Góralski.
W ramach obchodów Dni Dęblina na przystani Wojskowych Zakładów Naprawczych 15.07.79 r przeprowadzono Kajakowe Zawody. Organizatorem był przodownik Turystyki Kajakowej PTTK Jan Kubicki.
Pomocy organizacyjnej wodniakom udzielał płk szef Oddziału Szkolenia Benedykt Wiśniewski. W 1980 r sekcja kajakowa otrzymała pieniądze z funduszy Związków zawodowych i zakupiła 8 kajaków plastikowych dwuosobowych San - 2a i dwa jednoosobowe typu „ Wisłok” w Nowej Sarzynie.
Lata 1980 - 86 to okres niezwykłej intensywności wojskowych turystycznych kajakarzy. Mapa Polski wisząca w „ Gawrze” ( krajoznawcza siedziba OW PTTK WOSL ) zaczęła zapełniać się znaczonymi szlakami kajakowymi w Polsce, które zaliczali turyści wodni. Sekcja Kajakowa „ Neptun” PTTK została formalnie zgłoszona do Komisji Turystyki Polskiego Związku Kajakowego, przez co sekcja uzyskała zniżki na imprezach PZK oraz otrzymywał plany szkoleń i regulaminy spływów .
4. Kajakowe imprezy.
W czerwcu 1980 r Andrzej Łuczyński uzyskał uprawnienia Instruktora Turystyki Kajakowej Polskiego Związku Kajakowego na Ogólnopolskim Spływie Kajakowym rz. Pilicą i Wisłą na trasie Tomaszów Maz. - Warszawa km 193.
Nowością wprowadzoną do planu sekcji w 1981 roku była organizacja wieloetapowych spływów kajakowych.
Polegały one na pływaniu głównie w wypadach sobotnio - niedzielnych i pozostawianiu sprzętu kajakowego w terenie po przepłynięciu odcinka wodnego. W ten sposób pokonano szlak Wieprza z Izbicy do Dęblina i rzekę Kamienną od Skarżyska - Kamiennej do Wisły. W dniach 11- 13.12.1981 roku dwóch przedstawicieli KK „ Neptun” uczestniczyło w Seminarium Instruktorów TK PZK w Gdańsku. Zarząd sekcji kajakowej PTTK „ Neptun” w 1982 roku tworzyli Łuczyński, Cychowski, Kąkolewski, Chomicz.
Dla spopularyzowania turystyki kajakowej wśród stanów osobowych Szkoły Lotniczej przeprowadzono Turystyczne Zawody Kajakowe na Wieprzu w maju 1982 r. Sprawdzian turystyczny obejmował nie tylko pływanie kajakiem na czas, ale strzelanie z pistoletu automatycznego i rzut piłką lekarską ( 3 kg ) na odległość. Konkurencję rzutową wygrał kol. Miotk z wynikiem 11,23 m. Najlepszym w ogólnej punktacji zawodów okazał się kdt. Jan Gronda.
Jeszcze w maju 1982 r podchorążowie Krzysztof Chomicz, Skołyszewski, Cychowski uzyskują uprawnienia instruktorów turystyki kajakowej PZK III stopnia na kursie na rzece Pilicy. Po spływach rzekami nizinnymi sekcja organizuje etapowy spływ trzema rzekami Osławą, Sanem i Wisłą . 24 osoby płynie na trasie Zagórz - Dęblin. Na drugim etapie pod Rzuchowem dwóch kolegów wpadło na szczątki młyna wodnego ( pale ) i złamało dwa żebra.... na szczęście w kajaku składanym.
II. KLUB KAJAKOWY PTTK „ NEPTUN „ WSOSP W DĘBLINIE W LATACH 1983 – 1996
Przeglądając kronikę sekcji kajakowej można zauważyć , że w roku 1983 kajakarze z Dęblina pojawiają się na rzekach górskich. Biorą udział w spływach międzynarodowych , ogólnopolskich oraz imprezach własnych. W sumie w 1983 r 20 razy sprzęt kajakowy jest ładowany do bagażówek na stacji kolejowej w Dęblinie i wysyłany w różne regiony Polski.
W przedstawionej części omawiam działalność klubu kajakowego w Dęblinie w latach 1983 – 1996 . Chciałem pokazać jak organizowane były i przebiegały imprezy kajakowe. Wykorzystywałem artykuły o turystyce wodnej umieszczane w kwartalniku „ Przyjaciel Dęblina „ , zapisy w kronice Klubu Kajakowego „ Neptun „ oraz rozmowy z turystami. Kwartalnik turystyczno - krajoznawczy „ Przyjaciel Dęblina „ ukazywał się w latach 1979 - 1991 wydawany był przez Wojskowy Oddział PTTK w Dęblinie.
1. Organizacja Klubu Kajakowego PTTK „ Neptun „ WOSL
Od 1983 r sekcja przyjęła nazwę Klub Kajakowy PTTK „ Neptun „i należało wtedy do klubu 75 osób. Do klubu łatwo można było wstąpić. Obowiązywało posiadanie legitymacji PTTK z opłaconymi składkami i wpłacenie „ myta „ do skarbnika klubu w wysokości 240 zł za rok z góry. Nowo przyjęty członek , otrzymywał klubowy emblemat , legitymację członkowską z kolejnym numerem. Zarząd Klubu prowadził ciągłą weryfikację członków i skreślał z listy osoby, które dwa razy nie uczestniczyły w zebraniach i szkoleniach.
2. SK Ropą, Wisłokiem i Wisłą.
Sezon wodny w 1983 r rozpoczęli dębliniacy spływając w kwietniu rz. Nidą . Następnie podchorążowie Jacek Wyczołek i Wojciech Piekara uczestniczyli w MSK rz. San na trasie Sanok - Przemyśl. W 1 Majowe Święto ruszyła liczna ekipa na spływ rzekami Ropą, Wisłokiem, i Wisłą na trasie Gorlice - Sandomierz. Były duże kłopoty z załadunkiem kajaków w Gorlicach - Zagórzanach do pociągu do Gorlic. Brak wagonu bagażowego uniemożliwiał przewóz kajaków, nawet ładowane przez okna, drzwi do wagonów osobowych „Sany - 2 „ nie mieściły się. Wykorzystany został tender i na zwałach węgla przewiezione zostały kajaki do Gorlic. W Gorlicach dołączyli do dęblińskiej grupy zaproszeni na spływ turyści ze Zmechu z Wrocławia. Maszerując z kajakami pod prąd 1 Majowego pochodu w Gorlicach - doszli nad brzeg Ropy. Koledzy z Wrocławia zaskoczyli wszystkich uczestników spływu , kiedy nad rzeką zaczęli rozkładać sprzęt ... wędkarski. Pompowali gumowe łódki typu „ Rekin „ . „ Neptuniacy „ - czyli kajakarze wyposażeni w składane kajaki typu „ Neptun „ z politowaniem i uśmiechem spoglądali na te gumowe czółna. Okazało się jednak, że „ Rekiny „ dobrze spisywały się na górskich odcinkach rz. Ropy i Wisłoki. Prześlizgiwały się sprawnie przez progi kamienne i szły do przodu nawet przy niskim stanie wody na rzece. Po pierwszym dniu spływu w Bieczu przystąpiono do chrztu nowicjuszy kajakowych. Ci , którzy po raz pierwszy brali udział w spływie ustawieni zostali w szeregu w kolejności od najstarszego do najmłodszego. Ceremonia zaczęła się od podania komendy przez komandora spływu „ Rękoma za kostki chwyć „ . Następnie komandor wypowiedział formułę „ Mianuję Was kajakarzami turystycznymi „ wziął w rękę drewniane wiosło „ Ciesielkę „ i walił z całej siły wiosłem w wypięte pośladki. Pierwszy ochrzczony przez komandora dołączał do laszowania, tylko najmłodszy nie mógł choć w części zrekompensować razów otrzymanych, bo był na końcu kolejki. W nieustannym deszczu i przy przenikliwym przeciwnym wietrze spływ pokonywał 24 - kilometrowa trasę z Biecza do Jasła. Sprzęt wodniacki szybko znalazł się w bezpiecznym miejscu , bo wszyscy marzyli o noclegu i kawałku ciepłego miejsca , aby się ogrzać i wysuszyć przemoczone ubrania, plecaki. Ponieważ następny dzień zapowiadał się deszczowo , komandor postanowił zrobić dzień przerwy na zwiedzenie Żarnowca i Jasła. Podczas oczekiwania na opóźniony pociąg do Jedlicz ( tylko 180 minut ), komandor prowadził podstawowe szkolenie turystyczne z zakresu locji kajakowej. Używał przy tym jako środków wyrazu kawałka kija oraz piaszczyste podłoże między torami kolejowymi. Po dojechaniu do Żarnowca do Muzeum im. M. Konopnickiej - dworek podarowany słynnej pisarce przez polskie społeczeństwo. Turyści mogli zaobserwować zmianę rzeczki Jasiołki. Jasiołka jest prawym dopływem Wisłoki. Przeobraziła się ona na skutek opadów w rwący szerokim strumieniem żywioł . Płynęły w jej nurcie całe drzewa , belki , jakiś sprzęt gospodarczy. Przed mostem gdzie woda natrafiała na podwodna przeszkodę , wzbijała się w górę dając popis swej wielkiej siły i nieokiełznania. W Jaśle odbyły się rozgrywki w piłkę siatkową w miejskiej hali sportowej. Drużyna z Dęblina po pięciosetowym zażartym meczu pokonała drużynę z Wrocławia 3:2. Najlepszym siatkarzem został wybrany pchor. Janusz Połczyński reprezentant Dęblina. Po przepłynięciu 184 km trzema rzekami spływ zakończono w Sandomierzu. Bosman spływu Ryszard Bartczak, który na siedmiodniowym spływie wyhodował sporą brodę, taką adnotację poczynił w kronice Klubu Kajakowego” spływ się skończył cóż za szkoda , bo golona będzie broda „.. Już następnego dnia uczestnicy spływu walczyli w II Turystycznych Regatach Kajakowych na Wieprzu w Dęblinie organizowanych z okazji Dnia Zwycięstwa. Cenne nagrody wręczał sędzia główny zawodów Jerzy Wierzchowiecki.
3. Zrobić „ eskimoskę „.
Podchorążowie Dariusz Bladziak i Wojciech Piekara zajęli 197 miejsce w Międzynarodowym Spływie Kajakowym na Dunajcu.
W kursie instruktorów turystyki kajakowej PZK w Wieżycy uczestniczył pchor. Andrzej Grzęda, który jako jeden z nielicznych z uczestników posiadł umiejętność wykonywania „eskimoski”.
Piotr Murgrabia i Krzysztof Rzepczyński ukończyli Morski Maraton Kajakowy w pierwszej dziesiątce.
Na ogólnopolskim spływie rzekami Tanew - San - Wisła reprezentacja dęblińskiego klubu kierowana przez kpt. Waldemara Stahla zajęła III miejsce i zdobyła puchar Komandora Spływu.
Jeszcze w tym samym roku Klub organizował spływy rzekami górskimi: Białą Dunajcową, Skawą, Sołą, Wisłokiem i nizinnymi Krutynią ( OSK Łącznościowców ), MSK Warmia - Mazury, Maraton Kajakowy na Wiśle. Przedstawiciele klubu biorą udział w Zlocie PTK PTTK w Chełmnie.
4. Pieszo z kajakiem ?
Zgodnie z planem pracy KK „ Neptun „ PTTK w dniach 1 - 4.07.1983 r przeprowadzony został spływ rz. Biała Dunajcową na trasie Grybów - Pleśna. Trasa spływu wiodła przez bardzo malownicze tereny Beskidu Niskiego i Pogórza Ciężkowickiego . Na kilka dni przed wyjazdem na spływ komandor dowiedział się , że na skutek ulewnych deszczów górskie rzeki na południu kraju bardzo wezbrały. Min Biała Dunajcowa spowodowała powódź zalewając tereny doliny rzeki.
Jakież było zdziwienie grupy kajakarzy , gdy po przyjeździe na miejsce rozpoczęcia spływu do Grybowa stwierdzili , że rzeka jest bardzo płytka. Rzeki górskie potrafią w wyniku opadów , szybko podnieść swój stan wody i zmienić się z potoku w groźną , huczącą wezbraną rzekę. A przy słonecznej pogodzie szybko obniżyć swój poziom , odsłaniając płytkie miejsca , utrudniające pływanie.
Niecodzienny to obrazek - kajakarze maszerują po rzece ciągnąc kajaki na holu. A marsz po kamienistym korycie górskiej rzeki nie należy do przyjemnych . Trzeba mieć dobre trampki oraz umieć utrzymać równowagę , gdy nogi ześlizgują się z kamieni i można pokaleczyć sobie nogi. Obyło się bez skaleczeń, lecz trampki niektórych kolegów nie wytrzymały i pokazały się tu i ówdzie pokaźne dziury. Nadzieja , że może za tym zakrętem , może za następnym da się płynąć pchała do przodu nieszczęsnych „ wodnych piechurów „. Do miejscowości Stróże doszli pod wieczór. Kolację dla grupy przygotował „ Harry „, a , że wszystkim ogromnie smakowała , więc „ Harry „ do końca spływu pełnił obowiązki ochmistrza wyprawy. Nocne opady deszczu znacznie podniosły poziom wody w Białej . Od Stróży rzeka była głębsza, płynęła wartko, często wśród lasów, przebijała się przez wzgórza tworząc liczne przełomy, warty. Większość trasy turyści pokonywali bez wysiadania . Tylko „ Neptuniacy” ( płynący w kajakach składanych ) obawiając się złapania dziury przepychali kajaki przez płytsze miejsca. SK Białą zakończony został efektowną lecz niezamierzoną wywrotką osady SPR-U. Kol. Przemysław Dereń sądził , że może już spokojnie przy brzegu wysiadać z kajaka. Zrobił krok do wody. Kajak zachwiał się i dzielna załoga wpadła do wody po szyję. Komandor przeprowadził tradycyjny chrzest kajakowy i wręczył 3 kolegom Turystyczne Odznaki kajakowe w stopniu popularnym.
5. Miłośnik rzeki Skawy
Skawę przepłynięto w sierpniu 1983 r na odcinku Sucha Beskidzka do ujścia do Wisły. Tempo spływu było słabe gdyż był niski stan wody na rzece. Za Zembrzycami wpłynęli na najładniejszy odcinek rzeki. Skawa kręci się tworząc zakola, płynie w dolinie o stromych zboczach rozdzielając Beskid Mały od Pogórza Karpackiego.
Sołę przepłynęła reprezentacja Klubu biorąc udział w OSK „ Trzech zapór”, ale grupa wróciła niezadowolona ze spływu , gdyż w Żywcu nie było „ Żywca „.
We wrześniu SK na Wiśle prowadził Andrzej Prokopek. Sezon w 1983 r kończono w październiku na SK rz. Wisłok trasa Frysztak - Łańcut imprezę prowadził Jerzy Janik.
W 1984 r przeprowadzono SK rz. Wisłok w dniach 6 - 9.04.84 trasa Krosno - Rzeszów.
Turystyczne regaty kajakowe m. Dęblina w dniu 13.05.84 na rz. Wieprz,
SK rz. Skawa w dniach 17 - 20.05.84 trasa Skawce - Zator . Na miejsce rozpoczęcia spływu wyjechaliśmy 8 osobową ekipą . W Krakowie cały dzień oczekiwaliśmy na kajaki wysłane koleją. Spływ rozpoczęliśmy w Skawcach. Po postoju w Wadowicach Przyrodniczy SK Rabą trasa Mszana -Cikowice, w dniach 24- 27.05.84 roku.
W Maratonie Kajakowym na Zalewie Zegrzyńskim podchorążowie Grzegorz Falenta i Mirosław Poddaniec przed wyjazdem na maraton trenowali na rzece Wieprz . Zajęli w tej trudnej konkurencji 17 miejsce wśród turystycznych osad dwuosobowych. Uczestnicy maratonu brali udział w wieczorze komandorskim . Podano tort w kształcie kajaka , który bardzo wszystkim smakował.
W dniach 26 - 28.05.84 roku Neptuniacy brali udział w SK rz. Sołą ,
SK rz. Skawą po trasie Sucha Beskidzka - Zator KK przeprowadził w dniach 7 - 11.06.84
6. Wisłą z Antoniówki do Warszawy
Wiecie do tej pory pluje sobie w twarz, że nie zapisałem się do „ Neptuna ”. Przecież nie ma nic piękniejszego jak bezpośredni kontakt z „ łonem ” / natury rzecz jasna /. Wszystko to wina „ goździka ”. To ten facet namówił mnie na ten spływ Wisłą od Antoniówki do Warszawy. Początkowo miałem opory. Czy ja, tak mikry i wątły facet podołam próbie sił na wodzie ? Jednak powziąłem mądrą decyzję i ruszyłem z tym starym towarzyszem kajakarzy na wodę. Od początku trapiły nas problemy. Od Maciejowic do których przyjechaliśmy z Dęblina 1 maja prześladował nas pech. Do nadwiślańskiej Antoniówki przyszło nam „ drałować na piechotę ” Odetchnęliśmy z ulgą, gdy ujrzeliśmy toń rzeki. Owiał nas ciepły wiatr wiślany. Słońce wdrapywało się na niebo zapowiadając cudowny dzień. Jeszcze pamiątkowa fotka i ruszamy. Wiosła uderzyły o toń wody nadając pęd kajakom. Wiatr uderzył w twarz, słońce, nabrzeżna zieleń i oleisto – brudna Wisła. Cóż więcej potrzeba by oderwać się od prozy codziennego życia. Wędkarze gromadnie okupują wiślane nabrzeża i wydzierają matce polskich rzek na wpół śnięte ryby. Około południa dobijamy do Tarnowa. Nasza obecność na tym skrawku wybrzeża nie jest jednak w smak tutejszym posiadaczom ziemskim, którzy wypędzają nas z pięknej łąki i spychają wprost do naszych pływających okręcików. Znowu na wodzie. Znowu słońce palące nasze twarze i bezkresną dal podniecającą niepewnością. Wszyscy jak jeden mąż jesteśmy zgodni przygód i jakiegoś wygodnego noclegu. Około 16.00 „ Goździk „ tj. nasz komandor dostrzega zabudowania. Przybiliśmy do brzegu. Kajaki wciągnęliśmy na wał przeciwpowodziowy i rozglądamy się za następnymi przygodami. Na nasze powitanie wyszło piękne dziewczę / lat. Około 5 / i zauroczyło naszego komandora. Zdjął okulary, przetarł je i od razu opętany wielkim uczuciem zaczął tę nimfę częstować cukierkami. Lecz w pewnym momencie opanował się, wydał odpowiednie komendy i cała załoga zwijając się jak w ukropie zaczęła składać kajaki na pobliskim podwórzu. Potem przebrał się elegancko i rzędem ruszyliśmy w ślad za nim do miasta zwanego Wilga.
W tamtejszym hotelu wynajęliśmy dwuosobowy pokój, w którym nasza ośmioosobowa ekipa miała zanocować. Po obiedzie i bogatej w wyroby piwowarskie kolacji wyruszyliśmy do krainy snów aby rano rześcy i świeży wrócić na wodny szlak. Wczesnym rankiem wyszliśmy z hotelu / jedni drzwiami, drudzy piorunochronem / i udaliśmy się nad Wisłę. Dzień zapowiadał się wspaniale. W planach mieliśmy doprowadzenie do końca naszej wyprawy, a czekało nas jeszcze wiele kilometrów wiślanym szlakiem. Mój „ Wisłok ” trochę przeciekał i czułem jak siedzenie tapia się w kałuży. Lecz było to niczym w porównaniu z urodą polskiego Mazowsza i pięknymi rozlewiskami Wisły. Etapem pośrednim była Góra Kalwaria. Most, który łączył w tym mieście dwa brzegi rzeki zauważyliśmy już z odległości 5 km. Był to pierwszy most na naszej trasie. Dziwne to uczucie płynąć pod potężną stalową konstrukcją. Człowiek doznaje takich uczuć jak mrówka spotkawszy mrówkojada. Nieopodal mostu zrobiliśmy postój. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się do miasta. Obejrzeliśmy szereg pięknych zabytków, a wśród nich najbardziej podobał nam się piękny ratusz. Znowu woda może już bardziej spokojna. Przepływamy obok plaży nudystów, którzy nie krępują nas się w ogóle. Nagie panie paradują z obnażonymi zadkami / i nie tylko / opalając się w promieniach popołudniowego słońca. Zbliżamy się do stolicy. Ukazuje nam się sylwetka Pałacu Kultury głównego symbolu Warszawy.
7. Wszystko co piękne - Warta – Uniejów
Wyruszyliśmy z Johnem by zmierzyć się z koleją rzeką – Wartą. Kajaki już czekały na nas w Warta City. Słońce grzało solidnie. Przezornie przed spływem zabezpieczyliśmy się w worki foliowe po nawozach. Żeby je dostać musiałem Johna ożenić po raz drugi. Rzeka nawet nie buntowała się, że okupują ją jakieś obce typy. Była spokojna i pokorna, dookoła nas panowała błoga cisza, słychać było szum wody i śpiew ptaków. Na brzegach w niektórych miejscach stali wędkarze. Było cudownie do czasu. Niebawem zaczęły się przeszkody z potężną budowaną już ze 20 lat zaporą w Jeziorsku. Za zaporą nareszcie posiłek. Jedzonko było nawet, nawet , konserwa rybna w oleju i po litrze mleka. Drugi dzień mija już nam bez większych przygód. Po 5 godzinach płynięcia dobiliśmy do Uniejowa, ładnego miasteczka nad którym góruje piękny zamek.
8. W górnym biegu Wieprza
Od stacji kolejowej Szczebrzeszyn nad rzekę jest około 2 km. Rzeka, a właściwie rzeczka płynie sobie szybko i bardzo mocno się kręci. Przeszkód do Szczebrzeszyna nie ma. Trasy tej nie znaliśmy w ogóle. Ponieważ Klub Kajakowy organizował spływy z Krasnegostawu do Dęblina, chcieliśmy sprawdzić jak wygląda Wieprz w swoim górnym biegu.
Widać było już zabudowania Szczebrzeszyna oraz mostek przez rzekę, za nim rzeka mocno przyśpieszyła swój bieg, bo na jej trasie przeszkoda przy młynie. Ledwo pierwsza osoba zatrzymała się przed jarem. Przenoska prawym brzegiem bardzo niewygodna jakieś 100 m. Woda jeszcze czysta ale już niedługo. Bo przecież w Bodaczewie i następnych miejscowościach duże zakłady. Dodatkowo jeszcze Wieprz zanieczyszcza jej prawy dopływ Łubieńka który ciągnie ścieki z Zamościa. Dwa i pół dnia zajęło nam pokonanie odcinka Wieprza od Szczebrzeszyna do Krasnegostawu. W Krasnymstawie skończyliśmy spływ przy nowo otwartym moście skąd bardzo blisko jest do stacji PKP.
9. Maraton Polski południowej rzeką Wisłą
Przepustkę otrzymujemy na 40 minut przed odjazdem pociągu na który musimy zdążyć, jeżeli chcemy wziąć udział – maratonie. Autobus stoi na przejeździe równe 20 minut. Przyjeżdżamy na dworzec PKP. Mamy 10 minut na kupienie biletów i odebranie kajaków z komisariatu MO. Niestety dyżurny milicjant nie ma kluczy od pomieszczenia. Jedyna nadzieja, że sprzątaczka ma drugi komplet kluczy, biegniemy do niej, wyrywamy klucze i odbieramy kajak z depozytu. Według rozkładu pociąg nasz odjechał 3 minuty temu. Na szczęście PKP jak zwykle nie zawodzi – pociąg jest opóźniony o pół godziny. Po nużącej podróży docieramy o drugiej w nocy do Czernichowa, skąd zaczyna się spływ. Nocleg znajdujemy w bardzo gustownie urządzonym internacie Technikum Rolniczego. Rano rozkładamy naszego Neptuna – prawdziwego weterana, powłoka posiada więcej łat niż całego materiału, z zazdrością oglądamy wspaniały sprzęt naszych rywali. Niestety pech prześladuje nas dalej, okazuje się bowiem, że nie mamy śrub, nikt nie ma zapasowego kompletu. Ratuje nas Klub Krakowskiego MPK, który pożycza nam Sana ze sterem. Maraton rozpoczyna się od promu w Czernichowie. Bierze w nim około 100 osób w 4 klasach – przed nami 32 km. Woda przypomina nieokreśloną brunatną maź, ale to jeszcze nic do Tyńca czujemy, że nie płyniemy ale ślizgamy się po galarecie, a co piętnaście minut musimy przebijać do brzegu i zdejmować ze steru całe naręcze trawy, na wodzie musimy lawirować pomiędzy śmieciami. Wisła do Krakowa bardziej podobna jest do ścieku, żal na Królowej polskich rzek. Kłopoty finansowe rekompensuje nam fantastyczny wręcz widok miasta, a szczególnie wrażenia wywiera na nas Wawel. Mijamy metę okazuje się, że siedzieliśmy w kajaku 3 godziny i 42 minuty co daje nam 7 lokatę w naszej klasie, po śluzowaniu na Dąbiu i przepłynięciu 2 km docieramy do elektrociepłowni Łęg, gdzie odbywa się festyn z o